L A M A | P R E S S

Recenzje.

Kategoria: Od czerepa

Zabiłem mężczyznę.

by pawelklein

Faceci. Jesteśmy złożeni, nieprzyzwoicie przystojni i niewysłowienie inteligentni. Nie gardzimy plastikowymi damami z prawdziwymi piersiami i pośladkami. Oglądamy tylko kanały kulturalne, a mecze tylko, gdy żona lub kochanka nam pozwoli. Skorzy jesteśmy do zabawy z dziećmi o każdej porze dnia i nocy, w śniegu i zawierusze. Wyrzucamy śmieci, zmywamy, pierzemy, prasujemy i gotujemy. Jesteśmy chodzącymi ideałami. Nie przechodzimy obojętnie obok czyjejś krzywdy. Zawsze jesteśmy gotowi, aby pomóc z walizkami czy innymi taborami. Mamy doskonałe wyczucie smaku tak do fryzur jak i do ubrań. Znamy więcej kolorów niż: czerwony, niebieski i zielony. Alkohol pijemy z umiarem. Wino- nie wódkę. Herbatę- nie piwo. Wybieramy dobro ogółu- nie swoje. Nie obrażamy innych. Nie wyzywamy od ch*jów, pe*ałów, gejów innych mężczyzn wyglądających inaczej niż my. Szanujemy kobiety. Odsuwamy im krzesła, otwieramy przedeń drzwi, całujemy w dłoń na przywitanie. Świecimy przykładem. Teatr- nie kino. Balet- nie „You Can Dance” w telewizji. Opera- nie koncert. Tworzymy kulturę swoimi dziełami na ścianach budynków. Oazy spokoju. Grunwald serca i ducha. Temidy. Zrobiwszy jedno, zawsze mamy na względzie konsekwencje z tego płynące. Zabiwszy, przepraszamy pełni skruchy. Dając na tacę, mamy na względzie dobro całego Kościoła świętego. Mówiąc „kocham”, myślimy i czujemy.

Byłoby pięknie i wspaniale, gdyby nie było a rebours.

„Protektorat Parasola: Bezduszna”

by lamapress

Szanowni państwo, pragnę przedstawić Wam 1. tom serii  „Protektorat Parasola: Bezduszna” autorstwa Gail Carriger.

Nigdy się nie zdarzyło, bym zainteresowała się książką patrząc jedynie na okładkę, a tu proszę- Vay zobaczyła rzeczy związane ze steampunkiem i od razu się zakochała. W książce mamy mieszankę różnych gatunków: urban fantasy, steampunk, wiktoriański romans, komedia i paranormal romance. Ktoś może powiedzieć, że to istna mieszanka wybuchowa, a nie książka. Dla mnie ten skład jest genialnym połączeniem wywołującym uśmiech na twarzy za każdym razem, gdy się ją czyta.

Myślę, że czas na opisanie fabuły:

Anglia, Londyn dokładniej mówiąc, XIX wiek. Znajdujemy się na balu u pewnej księżnej (ale nie o nią tu chodzi). Na tym właśnie balu znajduje się nasza bohaterka, Alexia Tarabotti- stara panna lat dwadzieścia sześć, dla której ten bal jak i inne są strasznie nudne. W celu rozrywki panna Alexia wybrała się do biblioteki gospodyni przyjęcia. Rozrywką miało być spałaszowanie podwieczorka i powęszenie po pułkach wypełnionych wielkimi tomiszczami. Znajduje w bibliotece podwieczorek i książki, bonusowo jest też wampir. A teraz taka uwaga: w tej serii wampiry i wilkołaki są szanowanymi obywatelami, zajmującymi nawet wysokie stanowiska. Wampir, którego spotyka nasza znajoma okazuje się dzikusem. Za swój brak manier wobec damy dostaje parasolką po łbie i drewnianą szpilą. Przez te rozróby zjawia się nie kto inny jak Hrabia Conall Maccon, z pochodzenia Szkot, no i dodatkowo alfa jednej z największych watah w Anglii. I tu mogą być spory, co do tego, czy hrabia jest przystojny- ma w sobie tyle wdzięku, co kotlet na patelni, ale pannie Tarabotti przypada do gustu (a długo się broniła by to przyznać). Trzeba też powiedzieć, że nasza bohaterka jest córką Włocha, po którym odziedziczyła nieposiadanie duszy (i pragnę zaznaczyć że nie jest jedyna w swoim rodzaju). W książce autorka przestawia nam nie tylko standardowe rasy paranormalne tj.: duch, wampir, wilkołak, ale też dodaje swoją- Nadludzkich. Do owych Nadludzkich zalicza się Alexia. Nadludzcy są „ludźmi”, którzy nie posiadają duszy i mogą poprzez dotyk przywrócić nieumarłemu normalność, ale na krótko, czyli na tyle, na  ile utrzymany jest kontakt fizyczny.
Przez niewychowanego już niestety ukatrupionego na amen wampira, Alexia zainteresowała się sprawą tajemniczego znikania krwiopijców. Zanim przejdę dalej, muszę wytłumaczyć, jak działa hierarchia nadprzyrodzonych/ nieumarłych w Wiktoriańskiej Anglii przedstawiona w noweli. Wampiry należą do tzw. Uli. Znajduje się w nich królowa, która ma wyłączne prawo do przemienienia człowieka w wampira. Osobniki, które nie chcą ciągle siedzieć ukryte pod spódnicą królowej, żyją samodzielnie i takich nazywa się Tułaczami. Ule i Tułacze mają swoich ludzkich współpracowników, którzy noszą szumną nazwę: Trutnie (są to kandydaci na przyszłe wampiry). O przemianę takiego Trutnia trzeba prosić królową Ula (najlepiej tę, która jest „matką” Tułacza, u którego służy dany Truteń). Och, trochę zamieszania tu jest, no ale mówi się trudno. Po odbytej wizycie w Ulu nasza bohaterka wpada w łapska czarnych charakterów tej części, czyli Naukowców ze Stowarzyszenia Żelaznej Ośmiornicy.

Tyle o fabule. I tak już napisałam o wiele za dużo, a to ma być recenzja, a nie streszczenie. Bardzo podobał mi się sposób przestawienia w książce Nadprzyrodzonych. Nie są to wyrzutki społeczeństwa, które muszą się ukrywać ze swoim „przekleństwem”, czy chować po ruinach, cmentarzach czy też lasach.
W „Bezdusznej” mamy do czynienia z wilkołakami, którzy to należą w większości do armii Królowej Wiktorii i wiernie jej służą, z wampirami, którzy to nie tylko zasiadają w parlamencie, ale również dyktują modę i uchodzą za przykładnych obywateli. No, duchy są duchami, ale też swoją rolę mają- mogą pracować dla rządu, wilkołaków czy wampirów jako szpiedzy, bo kto inny, jak nie duszek, przeniknie przez najgrubsze mury w celu podsłuchania najbardziej poufnych rzeczy?  🙂

Książka jest też zabawna i nie dlatego, że ma jakieś głupawe momenty, które pierwotnie miały być poważne, ale dlatego, że to, co ma być zabawne spełnia swoją rolę. Ale samemu trzeba to przeczytać, by się zgodzić z tym stwierdzeniem.
Polecam tę książkę tym, którzy chcą przeczytać coś o wampirach, wilkołakach, które nie bawią się w sparklowanie na słońcu, czy udawanie grzejnika (tak, ja też NIESTETY przeczytałam „Zmierzch”). Tu jest romans w miarę stosownych dawkach, zero ckliwości, dennych miłosnych wyznań, gadek-szmatek np. „ach, ja cię kocham, ale ty przecież świecisz na słońcu, jakbyś się wysmarował brokatem”, momenty zabarwione pikanterią (owa pikanteria jest wprowadzona przez  panią Gail Carriger, nie tracąc przy tym zdrowego rozsądku).

Seria składa się z 5 tomów, z czego 3 zostały wydane w Polsce. 4. tom ma wyjść najprawdopodobniej na wiosnę/ lato w  Polsce. Ostatni tom wyjdzie dopiero 5 marca w Stanach.

I to by było na tyle 🙂

Polka w kimonie- reportaż

by pawelklein

   Jak okazuje się, odległość geograficzna pomiędzy Polską i Japonią nie stoi na przeszkodzie we wzajemnym przenikaniu się obyczajów, tradycji i elementów kultury. Bywają np. Japończycy zafascynowani elementami kultury Polski (np. muzyka Chopina), ale także Polacy zauroczeni tradycjami kraju „kwitnącej wiśni”. Pani Małgorzata Dutka stanowi doskonały przykład na potwierdzenie powyższego.

Pani Małgorzata jest japonistką, doktorantką na Uniwersytecie Warszawskim. Ale również jest dyplomowaną nauczycielką ikebany (sztuki układania kwiatów) szkoły Ikenobo. Poznaje także tajniki ceremonii herbacianej.

W trakcie pobytu w Japonii została zaproszona na ochaji, czyli „spotkanie herbaciane” dla kilku wybranych gości połączone z posiłkiem. Jednak nie na „zwykłe” ochaji, tylko tzw. yobanashi-no chaji, spotkanie na herbacie przy świecach, które nawet dla ludzi zajmujących się ceremonią herbaty jest wydarzeniem. Pytana o szczegóły, nie zdradza ich tłumacząc, że:

„To, co się dzieje na yobanashi-no chaji, jest tajemnicą. Kultura obrzędu tego wymaga”

Obecnie Pani Małgorzata mieszka w Kansai, w regionie Kinki i jest jedną z najbardziej znanych kobiet (obcokrajowców) w tym regionie noszących kimono na co dzień.

Kimono było jeszcze 100 lat temu uważane za luksus, na który nie każdego było stać. Na pytanie, w jakich okolicznościach je zakłada, opowiada:

„Tak w Japonii, jak i w Polsce- w różnych. Tutaj- na okeiko, czyli lekcje tradycyjnych sztuk, przede wszystkim kimona- od roku mam uprawnienia nauczycielki kitsuke (sztuki zakładania kimona) i po prostu czasami nie wypada mi nie przyjść w kimonie. Przez 8 lat pracowałam na Uniwersytecie Koshien, zajmuję się też popularyzacją kultury polskiej w Japonii. Jako nauczycielka akademicka czy wykładowca- prowadziłam w kimonie zajęcia na uniwersytecie i okazjonalne wykłady, chodziłam do teatru i podróżowałam, byłam na herbacie i składałam wizytę w ambasadzie polskiej. W Polsce- byłam w kimonie na pokazach herbaty, na ślubie brata i meczu polsko-japońskim. Nie ma okazji, która nie byłaby odpowiednia”.

Według złośliwych kimon lub yukat (typu kimona noszonego w lato) nie powinny nosić osoby o urodzie typowo europejskiej. Na to pani Małgorzata odpowiada:

„Moja pani profesor mówi czasami, że wyglądam w kimonie lepiej niż „rodowite” Japonki. Rzecz nie polega na długości nóg czy kolorze włosów. Ważna tu jest raczej postura czy też figura oraz sposób poruszania się. Ogólnie rzecz biorąc, kimono kobiece dobrze wygląda na osobie do ok. 165 cm wzrostu, o niezbyt dużym biuście i stosunkowo wąskich biodrach (powiedzmy- do 100 cm w obwodzie). Ja po prostu mieszczę się w tych parametrach. A dlaczego takie właśnie wymiary? Kimono jest uszyte z prostych kawałków materiału, obi wypełnia i zakrywa wcięcie w talii- w efekcie całość wygląda jak… tuba. A tuba- logicznie, im dłuższa i o mniejszym obwodzie, tym wygląda smuklej, czyli ładniej. Może warto tu jeszcze dodać, że współczesne Japonki mają już inne figury, niż te żyjące w czasach, kiedy wszyscy nosili tu kimona. Ma to bezpośrednio związek ze sposobem odżywiania się. W czasach, kiedy nie jadało się tu mięsa, ludzie mieli dłuższe tułowia i krótsze nogi, a kobiety- o wiele mniejsze wcięcie w talii. Kimono też nosiło się nieco inaczej- np. ten sznurek, który obecnie zawiązuje się w talii, był kiedyś wiązany właściwie na biodrach”.

Uprawnienia nauczycielki kitsuke– sztuki zakładania kimona nie są łatwe do zdobycia. Zapytana o to, jak długo się uczyła tej sztuki i czy w kitsuke są też rozmaite szkoły mówi:

„Nauczyciel kitsuke musi przede wszystkim potrafić ubrać w kimono dowolnego rodzaju osobę, bez względu na wiek czy figurę „klienta” („klientki”), w ciągu ok. 20 minut. Potrzebna do tego jest wiedza teoretyczna i praktyczna. Jak nietrudno się domyślić, więcej czasu pochłania zdobycie tej drugiej- po prostu trzeba ćwiczyć, i to najlepiej na żywych modelach, a nie na manekinach. Kitsuke uczyłam się kilka lat, przygotowania do egzaminu zajęły mi rok- przy czym chodziłam wtedy 1-2 razy w tygodniu na lekcje jako asystentka mojej pani profesor i miałam okazję uczyć osoby mniej ode mnie zaawansowane. Kitsuke można uczyć się w różnych szkołach. Są instytucje o zasięgu ogólno-japońskim, jak chociażby Sodo-gakuin, są też szkoły mniejsze, jak np. Osaka Kimono Kitsuke Gakuin, do której chodziłam. Różnice między stylami kitsuke polegają właściwie tylko na tym, czy do zakładania kimona oraz obi (pas służący do przepasania kimon) używa się jakichś dodatków poza sznurkami i taśmami, czy nie. Szkoły tradycyjne, a do takiej chodziłam, nie uznają żadnych „wynalazków”, podtrzymujących wiązania obi itp.”.

Każda uczestniczka kursu kitsuke musi mieć zapas własnych kimon. „Polka w kimonie” opowiada, z ilu elementów składa się komplet stroju w przypadku kimona:

„Stanik (notabene, niegdyś nie nosiło się do kimona majtek…), hadagi (bielizna)- zwykle dwuczęściowa, nagajuban (spodnie kimono-halka, na zewnątrz widać kołnierzyk), kimono właściwe i obi. Wszystko dopasowuje się do figury przy pomocy sznurków (himo) jedwabnych, wełnianych lub bawełnianych oraz taśm jedwabnych (date-maki). Obi podtrzymuje ­obi-makura („poduszka”) osłaniana przez „szaliczek” z jedwabiu (obi-age) oraz obi-jime (ozdobny sznur jedwabny) wiążące całość. W sumie chyba kilkanaście elementów”.

Każda szanująca się nauczycielka kitsuke ma własną kolekcję kimon. Są trzymane w specjalnych pudłach i niezbyt często prane. Pani Małgorzata opowiada o swojej kolekcji kimon:

„Czy moje kimona można nazwać kolekcją? Jest ich około 40 sztuk, w tym także kimono z bawełny oraz kilka kimon z poliestru. Do tego 10 yukat i parę dziesiątek pasów obi różnego rodzaju. Przechowuję je według tutejszych zasad- leżą złożone i zawinięte w papier, w szufladach szaf na kimona wykonanych z paulowni (to drewno podobno „oddycha”, zachowując odpowiednią wilgotność, a ta jest wielkim wrogiem kimon). Kimono z poliestru można prać w domu, jak każde inne ubranie. Te z jedwabiu natomiast oddaję do prania (ale nie do zwykłej pralni, tylko do specjalistycznego sklepu z kimonami), kiedy się zabrudzą. A brudzą się głównie kołnierze i rękawy, po kilku użyciach, czyli w sumie pranie chyba raz na rok”.

Zapytana o to, czy posiada swoje ulubione kimono i w jaki sposób przejawia swój indywidualny gust wybierając i nosząc kimono, odpowiada:

„Bardzo lubię to śliwkowej barwy w drobny wzorek. Jest to komon, w drobny wzór same (rekin) i mansuji (paski). Uszyte jest z materiału farbowanego obustronnie- żeby w pełni wykorzystać piękno tego materiału, poleciłam uszyć tzw. Katami-gawari, czyli kimono, którego lewa połowa ma inny wzór niż prawa- to samo z rękawami i kołnierzem. Ponieważ kolor jest bardzo stonowany, a wzór drobny, na pierwszy rzut oka tej różnicy prawie nie widać. Notabene, tego typu kimona były szczytem elegancji np. za czasów Ody Nobunagi. Obecnie widuje się je czasami w Kansai, ale w Kanto nawet handlarze kimonami o katami-gawari nie mają podobno pojęcia. Dobór materiału czy sposobu uszycia („kroju”) to jeden ze sposobów wyrażania gustu przez właściciela. Inne- to dobór obi i dodatków. Wreszcie- sposób noszenia kimona. Różnice polegają w tym przypadku na takich szczegółach, jak wielkość emon (odchylenia kołnierza na karku), rozchylenia kołnierza, wysokość zawiązania obi-jime albo jego przechylenie itp. itd. Pole do popisu jest ogromne, ale naprawdę niewiele osób w tym kraju jest w stanie odczytać te szczegóły”.

Pani Małgorzata nadal pragnie doskonalić się w sztuce układania kwiatów ikebana, zdobyć tytuł iemoto (Wielkiego Mistrza) w ceremonii herbacianej oraz poszerzaniu popularności kultury polskiej w Japonii.

Witajcie!

by pawelklein

Serdecznie chcielibyśmy Was przywitać na nowym blogu
L A M A   |   P R E S S

Co na nim znajdziecie?

Recenzje filmów, gier, książek.
Notki zupełnie nie związane z niczym.
Komentarze do wydarzeń z dziedziny kultury i sztuki.
Coś o nowych technologiach, jeśli będzie to dość ciekawe.

Od razu mówimy: może się tak zdarzyć, że napiszemy TOTALNE głupoty. Z góry za nie przepraszamy i… prosimy o więcej XD

Nie przedłużając- ZAPRASZAMY DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA !