KinderCzuba

by pawelklein

[objaśnienie tytułu- kindersztuba jest synonimem savoir-vivre’u, od którego wzięła się następująca konotacja: Kinder (niem.) – dziecko; Czuba- nazwisko]

Hulaj dusza, piekła nie ma, a etyka siedzi w kącie i krzyczy z bólu. Nie wolno nam już wypowiadać swojego zdania? Czy jesteśmy „kneblowani”?

Prawda, prawdy, prawdzie, prawdę, prawdą, prawdzie, prawdo. Prawda w sosie z brzozy. Kaczka nadziewana prawdą. To wszystko i jeszcze więcej znajdziemy w „menu” jednego z publicznych warszawskich uniwersytetów, a dokładniej mówiąc- na jednym z wykładów. Nigdy nie myślałem, że będę świadkiem, kiedy komuś we wręcz naturalny sposób przychodzi złamanie artykułu 53. ustępu 1. Konstytucji RP, oskarżając o naruszenie artykułu 14. wyżej wymienionej ustawy. Obrażanie studentki za inne niż własne poglądy jest według mnie takim naruszeniem.

Wszystko zaczęło się od głośnego już zwolnienia Cezarego Gmyza z „Rzeczpospolitej”. Pewien wykładowca, nazwiska którego nie wymienię, wyraził swój głęboki sprzeciw na tle etycznym na temat owego zajścia. Ta osoba zarzekała się i zaklinała na wszystkie świętości, że mogłaby w pełni rozumu stanąć i przed całym uniwersytetem ogłosić swoje stanowisko. Jakże heroiczny czyn! Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wyrosła dyskusja, w której wzięła udział studentka, której pogląd na temat „państwa totalitarnego” i „kneblowania ust dziennikarzom” nie były zgodne z tymi przedstawionymi chwilę wcześniej przez osobę prowadzącą. „Do niektórych poglądów trzeba dorosnąć” (sic!). Hipokryzja na całej linii. Przeraża mnie to, ale także służy jako katalizator myślenia , czy szkolnictwo wyższe w Polsce tak zeszło „na psy”. Może i uogólniam, ale doszły mnie słuchy, że nie jest to unikalny przypadek. Oskarżać bez posiadania argumentów? Smacznego.

Niedługo będziemy ścigani przez wykładowców za krzywo obcięte włosy, a wilcze bilety będą rozdawane niczym opłatek na niedzielnej mszy, z tym wyjątkiem, że nie będzie możliwości odmówienia. Stan zastany. Może to czas, aby wywiesić na drzwiach uczelni kartę niczym Luter prawie pół tysiąclecia temu? Może czas na małą reformację? A może mała reformacja przerodzi się w Wielką Inwokację, która poprowadzi duchem wielu, by sprzeciwić się Nierządnicy? Jeśli tak dalej pójdzie, to na pewne wykłady będę chodził- zamiast z krzyżykiem – z gałązką brzozy na szyi. Może ona odpędzi złe duchy, bo te prześladują nas nadal, nie tylko od niedawnych dziadów, ale od przeszło dwóch lat.

Konstytucja sobie, wykładowcy sobie. Tylko gdzie tu zabrać głos? Oddać go, broniąc studentki, ponieważ ta ma prawo do wyrażenia swojego zdania, czy raczej wykładowcy, który… właśnie, który ucząc dążenia do prawdy i zasad etycznych chrześcijaństwa, zapomina o podstawowych zasadach, jakimi jest kultura osobista? Którą stronę objąć? Sam już nie wiem… albo wiem, ale się tym nie pochwalę, aby nie zostać „zakneblowanym”?

Reklamy