Traktat o łuskaniu fasoli

by pawelklein

Wiesław Myśliwski, bo to o jego książce będzie mowa, uchodzi za jednego z lepszych obecnych pisarzy polskich. Uhonorowany licznymi orderami, m.in. Orderem Odrodzenia PolskiMedalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, Orderem Ecce Homo, a także jest laureatem 2 nagród literackich Nike. Pierwszą otrzymał za Widnokrąg z 1996 roku, drugą zaś- za Traktat o łuskaniu fasoli z 2006 roku. Kreuje on wizję chłopskiego losu i tradycyjnej wspólnoty wiejskiej w perspektywie uniwersalnych prawd o świecie i człowieku.

Jego utwory doczekały się także ekranizacji. W tym małym, bo liczącym 4 filmy, kręgu znalazły się: Droga, Kamień na kamieniu, Klucznik oraz Pałac.

O co w nim chodzi? Jest to potężny i dość długi (bo liczący ok. 350 stron) monolog narratora skierowany do nieznajomego człowieka, który przybywa, aby… kupić trochę fasoli. Kosz wyłuskanej fasoli staje się pretekstem do rozważań nad swoim losem i osobami, którzy mieli na niego wpływ. Z początku zdziwiony główny bohater zaczyna później opowiadać mu o swoim życiu. Życiu pełnym dziwactw, różnorakich spotkanych ludzi, ciekawych zdarzeń i przygód, jakie miał przyjemność przeżyć.

Dlaczego jednak wszystko kręci się wokół łuskania fasoli? Może się to brać z faktu, że był  to taki rodzaj sąsiedzkich posiadów, kiedy równocześnie z łuskaniem fasoli prowadziło się rozmowy na wszystkie możliwe tematy. Te rozmowy dotyczyły i zdarzeń bieżących, i dawnych, snów, duchów, tego i tamtego świat, Boga, pojedynczych i zbiorowych doświadczeń, mędrkowało się, filozofowało, słowem nie było granic, słowa prowadziły ludzi w przeróżnych kierunkach. Uczestniczyły w tym i kobiety, i mężczyźni, starzy, młodzi, także dzieci.

Moim ulubionym fragmentem jest opowieść, w której bohater pracuje na budowie i odkłada pieniądze za puzon. Instrument w tamtych czasach (bo ma to miejsce podczas elektryzacji wsi) bardzo rzadko spotykany i ekskluzywny nie tylko cenowo, ale i brzmieniowo. Podczas odwiedzin w magazynie zostaje zaczepiony przez jedyną osobę, która tam pracowała. Jest to starszy człowiek o bardzo wyczulonym słuchu. Jak się okazuje był on kiedyś puzonistą, ale koleje losu poprowadziły go w zupełnie inne miejsce. Oferuje mu on naukę grania na tym niezwykłym przedmiocie. Z początku bohater zdaje się być zafascynowany, lecz z biegiem czasu zaczyna go irytować starszy jegomość. Karze mu stać w narysowanym kredą na podłodze niewielkim kole, a sam siedzi w kilkumetrowej odległości na pojedynczym krześle. Zaczyna rzadziej się pojawiać na ćwiczeniach, a magazynier wyczekuje na niego, bo „może się w końcu pojawi”. Wykazuje się niebiańską cierpliwością, bo narrator go zwyczajnie unika. Kłamie, że musi dłużej zostać na budowie. Spotyka się to zawsze z odpowiedzią „poczekam”, wypowiedzianą ze stoickim spokojem.
Ma miejsce nawet sytuacja, gdy magazynier oddaje bohaterowi (bo wie, że ten na takowy zbierał) swój puzon. Podarek zostaje przyjęty i użyty. Po tym wydarzeniu coś się zmieniło w postawie narratora. Zaczął chętniej chadzać na próby, ćwiczył regularnie, słuchał uważnie rad. Jednak idylla nie może trwać wiecznie… Magazynier umiera, zostawiając ucznia bez swego mentora.
Nie jestem osobą specjalnie przeżywającą losy bohaterów książki , ale moment w którym zostajemy powiadomieni o tym fakcie niewymownie mnie wzruszył. Bardzo lubiłem tę postać. Miał on dużo ciepła w sobie, którym się naokoło dzielił, nie oczekując niczego w zamian. Piękna postawa, lecz jak rzadka na naszym świecie.

Otworzywszy tę książkę na dowolnej stronie, znajdziemy piękne cytaty, które można by powiesić sobie na ścianie, na lodówce, na tablicy korkowej- gdziekolwiek. Pełne są one mądrości o człowieku, o jego zachowaniu, o miłości, o sumieniu, snach i marzeniach, o historii i skutkach naszych zachowań.

Reasumując chciałbym bardzo gorąco polecić tę książkę tym, którzy szukają czegoś bardziej ambitnego, a zarazem nie uderzy ich brak dialogu, który obecny jest tylko i wyłącznie w opowieściach narratora.
Sam czytałem ją z polecenia mojego wychowawcy (za co mu wielkie dzięki!), ale mimo to bardzo mi się podobała i myślę, że przeczytam ją kiedyś raz jeszcze, aby znów odkryć geniusz Myśliwskiego.

Żeby nie przedłużać- cytatem z „Traktatu” o miłości, bólu i ranie oraz piosenką Adele Someone Like You żegnam się z Wami. Do ponownego przeczytania!

Prawdziwa miłość jest raną. I tylko tak ją można odnaleźć w sobie, gdy czyjś ból boli człowieka jako jego ból.

Reklamy