Polka w kimonie- reportaż

by pawelklein

   Jak okazuje się, odległość geograficzna pomiędzy Polską i Japonią nie stoi na przeszkodzie we wzajemnym przenikaniu się obyczajów, tradycji i elementów kultury. Bywają np. Japończycy zafascynowani elementami kultury Polski (np. muzyka Chopina), ale także Polacy zauroczeni tradycjami kraju „kwitnącej wiśni”. Pani Małgorzata Dutka stanowi doskonały przykład na potwierdzenie powyższego.

Pani Małgorzata jest japonistką, doktorantką na Uniwersytecie Warszawskim. Ale również jest dyplomowaną nauczycielką ikebany (sztuki układania kwiatów) szkoły Ikenobo. Poznaje także tajniki ceremonii herbacianej.

W trakcie pobytu w Japonii została zaproszona na ochaji, czyli „spotkanie herbaciane” dla kilku wybranych gości połączone z posiłkiem. Jednak nie na „zwykłe” ochaji, tylko tzw. yobanashi-no chaji, spotkanie na herbacie przy świecach, które nawet dla ludzi zajmujących się ceremonią herbaty jest wydarzeniem. Pytana o szczegóły, nie zdradza ich tłumacząc, że:

„To, co się dzieje na yobanashi-no chaji, jest tajemnicą. Kultura obrzędu tego wymaga”

Obecnie Pani Małgorzata mieszka w Kansai, w regionie Kinki i jest jedną z najbardziej znanych kobiet (obcokrajowców) w tym regionie noszących kimono na co dzień.

Kimono było jeszcze 100 lat temu uważane za luksus, na który nie każdego było stać. Na pytanie, w jakich okolicznościach je zakłada, opowiada:

„Tak w Japonii, jak i w Polsce- w różnych. Tutaj- na okeiko, czyli lekcje tradycyjnych sztuk, przede wszystkim kimona- od roku mam uprawnienia nauczycielki kitsuke (sztuki zakładania kimona) i po prostu czasami nie wypada mi nie przyjść w kimonie. Przez 8 lat pracowałam na Uniwersytecie Koshien, zajmuję się też popularyzacją kultury polskiej w Japonii. Jako nauczycielka akademicka czy wykładowca- prowadziłam w kimonie zajęcia na uniwersytecie i okazjonalne wykłady, chodziłam do teatru i podróżowałam, byłam na herbacie i składałam wizytę w ambasadzie polskiej. W Polsce- byłam w kimonie na pokazach herbaty, na ślubie brata i meczu polsko-japońskim. Nie ma okazji, która nie byłaby odpowiednia”.

Według złośliwych kimon lub yukat (typu kimona noszonego w lato) nie powinny nosić osoby o urodzie typowo europejskiej. Na to pani Małgorzata odpowiada:

„Moja pani profesor mówi czasami, że wyglądam w kimonie lepiej niż „rodowite” Japonki. Rzecz nie polega na długości nóg czy kolorze włosów. Ważna tu jest raczej postura czy też figura oraz sposób poruszania się. Ogólnie rzecz biorąc, kimono kobiece dobrze wygląda na osobie do ok. 165 cm wzrostu, o niezbyt dużym biuście i stosunkowo wąskich biodrach (powiedzmy- do 100 cm w obwodzie). Ja po prostu mieszczę się w tych parametrach. A dlaczego takie właśnie wymiary? Kimono jest uszyte z prostych kawałków materiału, obi wypełnia i zakrywa wcięcie w talii- w efekcie całość wygląda jak… tuba. A tuba- logicznie, im dłuższa i o mniejszym obwodzie, tym wygląda smuklej, czyli ładniej. Może warto tu jeszcze dodać, że współczesne Japonki mają już inne figury, niż te żyjące w czasach, kiedy wszyscy nosili tu kimona. Ma to bezpośrednio związek ze sposobem odżywiania się. W czasach, kiedy nie jadało się tu mięsa, ludzie mieli dłuższe tułowia i krótsze nogi, a kobiety- o wiele mniejsze wcięcie w talii. Kimono też nosiło się nieco inaczej- np. ten sznurek, który obecnie zawiązuje się w talii, był kiedyś wiązany właściwie na biodrach”.

Uprawnienia nauczycielki kitsuke– sztuki zakładania kimona nie są łatwe do zdobycia. Zapytana o to, jak długo się uczyła tej sztuki i czy w kitsuke są też rozmaite szkoły mówi:

„Nauczyciel kitsuke musi przede wszystkim potrafić ubrać w kimono dowolnego rodzaju osobę, bez względu na wiek czy figurę „klienta” („klientki”), w ciągu ok. 20 minut. Potrzebna do tego jest wiedza teoretyczna i praktyczna. Jak nietrudno się domyślić, więcej czasu pochłania zdobycie tej drugiej- po prostu trzeba ćwiczyć, i to najlepiej na żywych modelach, a nie na manekinach. Kitsuke uczyłam się kilka lat, przygotowania do egzaminu zajęły mi rok- przy czym chodziłam wtedy 1-2 razy w tygodniu na lekcje jako asystentka mojej pani profesor i miałam okazję uczyć osoby mniej ode mnie zaawansowane. Kitsuke można uczyć się w różnych szkołach. Są instytucje o zasięgu ogólno-japońskim, jak chociażby Sodo-gakuin, są też szkoły mniejsze, jak np. Osaka Kimono Kitsuke Gakuin, do której chodziłam. Różnice między stylami kitsuke polegają właściwie tylko na tym, czy do zakładania kimona oraz obi (pas służący do przepasania kimon) używa się jakichś dodatków poza sznurkami i taśmami, czy nie. Szkoły tradycyjne, a do takiej chodziłam, nie uznają żadnych „wynalazków”, podtrzymujących wiązania obi itp.”.

Każda uczestniczka kursu kitsuke musi mieć zapas własnych kimon. „Polka w kimonie” opowiada, z ilu elementów składa się komplet stroju w przypadku kimona:

„Stanik (notabene, niegdyś nie nosiło się do kimona majtek…), hadagi (bielizna)- zwykle dwuczęściowa, nagajuban (spodnie kimono-halka, na zewnątrz widać kołnierzyk), kimono właściwe i obi. Wszystko dopasowuje się do figury przy pomocy sznurków (himo) jedwabnych, wełnianych lub bawełnianych oraz taśm jedwabnych (date-maki). Obi podtrzymuje ­obi-makura („poduszka”) osłaniana przez „szaliczek” z jedwabiu (obi-age) oraz obi-jime (ozdobny sznur jedwabny) wiążące całość. W sumie chyba kilkanaście elementów”.

Każda szanująca się nauczycielka kitsuke ma własną kolekcję kimon. Są trzymane w specjalnych pudłach i niezbyt często prane. Pani Małgorzata opowiada o swojej kolekcji kimon:

„Czy moje kimona można nazwać kolekcją? Jest ich około 40 sztuk, w tym także kimono z bawełny oraz kilka kimon z poliestru. Do tego 10 yukat i parę dziesiątek pasów obi różnego rodzaju. Przechowuję je według tutejszych zasad- leżą złożone i zawinięte w papier, w szufladach szaf na kimona wykonanych z paulowni (to drewno podobno „oddycha”, zachowując odpowiednią wilgotność, a ta jest wielkim wrogiem kimon). Kimono z poliestru można prać w domu, jak każde inne ubranie. Te z jedwabiu natomiast oddaję do prania (ale nie do zwykłej pralni, tylko do specjalistycznego sklepu z kimonami), kiedy się zabrudzą. A brudzą się głównie kołnierze i rękawy, po kilku użyciach, czyli w sumie pranie chyba raz na rok”.

Zapytana o to, czy posiada swoje ulubione kimono i w jaki sposób przejawia swój indywidualny gust wybierając i nosząc kimono, odpowiada:

„Bardzo lubię to śliwkowej barwy w drobny wzorek. Jest to komon, w drobny wzór same (rekin) i mansuji (paski). Uszyte jest z materiału farbowanego obustronnie- żeby w pełni wykorzystać piękno tego materiału, poleciłam uszyć tzw. Katami-gawari, czyli kimono, którego lewa połowa ma inny wzór niż prawa- to samo z rękawami i kołnierzem. Ponieważ kolor jest bardzo stonowany, a wzór drobny, na pierwszy rzut oka tej różnicy prawie nie widać. Notabene, tego typu kimona były szczytem elegancji np. za czasów Ody Nobunagi. Obecnie widuje się je czasami w Kansai, ale w Kanto nawet handlarze kimonami o katami-gawari nie mają podobno pojęcia. Dobór materiału czy sposobu uszycia („kroju”) to jeden ze sposobów wyrażania gustu przez właściciela. Inne- to dobór obi i dodatków. Wreszcie- sposób noszenia kimona. Różnice polegają w tym przypadku na takich szczegółach, jak wielkość emon (odchylenia kołnierza na karku), rozchylenia kołnierza, wysokość zawiązania obi-jime albo jego przechylenie itp. itd. Pole do popisu jest ogromne, ale naprawdę niewiele osób w tym kraju jest w stanie odczytać te szczegóły”.

Pani Małgorzata nadal pragnie doskonalić się w sztuce układania kwiatów ikebana, zdobyć tytuł iemoto (Wielkiego Mistrza) w ceremonii herbacianej oraz poszerzaniu popularności kultury polskiej w Japonii.

Reklamy