L A M A | P R E S S

Recenzje.

Month: Styczeń, 2012

Polka w kimonie- reportaż

by pawelklein

   Jak okazuje się, odległość geograficzna pomiędzy Polską i Japonią nie stoi na przeszkodzie we wzajemnym przenikaniu się obyczajów, tradycji i elementów kultury. Bywają np. Japończycy zafascynowani elementami kultury Polski (np. muzyka Chopina), ale także Polacy zauroczeni tradycjami kraju „kwitnącej wiśni”. Pani Małgorzata Dutka stanowi doskonały przykład na potwierdzenie powyższego.

Pani Małgorzata jest japonistką, doktorantką na Uniwersytecie Warszawskim. Ale również jest dyplomowaną nauczycielką ikebany (sztuki układania kwiatów) szkoły Ikenobo. Poznaje także tajniki ceremonii herbacianej.

W trakcie pobytu w Japonii została zaproszona na ochaji, czyli „spotkanie herbaciane” dla kilku wybranych gości połączone z posiłkiem. Jednak nie na „zwykłe” ochaji, tylko tzw. yobanashi-no chaji, spotkanie na herbacie przy świecach, które nawet dla ludzi zajmujących się ceremonią herbaty jest wydarzeniem. Pytana o szczegóły, nie zdradza ich tłumacząc, że:

„To, co się dzieje na yobanashi-no chaji, jest tajemnicą. Kultura obrzędu tego wymaga”

Obecnie Pani Małgorzata mieszka w Kansai, w regionie Kinki i jest jedną z najbardziej znanych kobiet (obcokrajowców) w tym regionie noszących kimono na co dzień.

Kimono było jeszcze 100 lat temu uważane za luksus, na który nie każdego było stać. Na pytanie, w jakich okolicznościach je zakłada, opowiada:

„Tak w Japonii, jak i w Polsce- w różnych. Tutaj- na okeiko, czyli lekcje tradycyjnych sztuk, przede wszystkim kimona- od roku mam uprawnienia nauczycielki kitsuke (sztuki zakładania kimona) i po prostu czasami nie wypada mi nie przyjść w kimonie. Przez 8 lat pracowałam na Uniwersytecie Koshien, zajmuję się też popularyzacją kultury polskiej w Japonii. Jako nauczycielka akademicka czy wykładowca- prowadziłam w kimonie zajęcia na uniwersytecie i okazjonalne wykłady, chodziłam do teatru i podróżowałam, byłam na herbacie i składałam wizytę w ambasadzie polskiej. W Polsce- byłam w kimonie na pokazach herbaty, na ślubie brata i meczu polsko-japońskim. Nie ma okazji, która nie byłaby odpowiednia”.

Według złośliwych kimon lub yukat (typu kimona noszonego w lato) nie powinny nosić osoby o urodzie typowo europejskiej. Na to pani Małgorzata odpowiada:

„Moja pani profesor mówi czasami, że wyglądam w kimonie lepiej niż „rodowite” Japonki. Rzecz nie polega na długości nóg czy kolorze włosów. Ważna tu jest raczej postura czy też figura oraz sposób poruszania się. Ogólnie rzecz biorąc, kimono kobiece dobrze wygląda na osobie do ok. 165 cm wzrostu, o niezbyt dużym biuście i stosunkowo wąskich biodrach (powiedzmy- do 100 cm w obwodzie). Ja po prostu mieszczę się w tych parametrach. A dlaczego takie właśnie wymiary? Kimono jest uszyte z prostych kawałków materiału, obi wypełnia i zakrywa wcięcie w talii- w efekcie całość wygląda jak… tuba. A tuba- logicznie, im dłuższa i o mniejszym obwodzie, tym wygląda smuklej, czyli ładniej. Może warto tu jeszcze dodać, że współczesne Japonki mają już inne figury, niż te żyjące w czasach, kiedy wszyscy nosili tu kimona. Ma to bezpośrednio związek ze sposobem odżywiania się. W czasach, kiedy nie jadało się tu mięsa, ludzie mieli dłuższe tułowia i krótsze nogi, a kobiety- o wiele mniejsze wcięcie w talii. Kimono też nosiło się nieco inaczej- np. ten sznurek, który obecnie zawiązuje się w talii, był kiedyś wiązany właściwie na biodrach”.

Uprawnienia nauczycielki kitsuke– sztuki zakładania kimona nie są łatwe do zdobycia. Zapytana o to, jak długo się uczyła tej sztuki i czy w kitsuke są też rozmaite szkoły mówi:

„Nauczyciel kitsuke musi przede wszystkim potrafić ubrać w kimono dowolnego rodzaju osobę, bez względu na wiek czy figurę „klienta” („klientki”), w ciągu ok. 20 minut. Potrzebna do tego jest wiedza teoretyczna i praktyczna. Jak nietrudno się domyślić, więcej czasu pochłania zdobycie tej drugiej- po prostu trzeba ćwiczyć, i to najlepiej na żywych modelach, a nie na manekinach. Kitsuke uczyłam się kilka lat, przygotowania do egzaminu zajęły mi rok- przy czym chodziłam wtedy 1-2 razy w tygodniu na lekcje jako asystentka mojej pani profesor i miałam okazję uczyć osoby mniej ode mnie zaawansowane. Kitsuke można uczyć się w różnych szkołach. Są instytucje o zasięgu ogólno-japońskim, jak chociażby Sodo-gakuin, są też szkoły mniejsze, jak np. Osaka Kimono Kitsuke Gakuin, do której chodziłam. Różnice między stylami kitsuke polegają właściwie tylko na tym, czy do zakładania kimona oraz obi (pas służący do przepasania kimon) używa się jakichś dodatków poza sznurkami i taśmami, czy nie. Szkoły tradycyjne, a do takiej chodziłam, nie uznają żadnych „wynalazków”, podtrzymujących wiązania obi itp.”.

Każda uczestniczka kursu kitsuke musi mieć zapas własnych kimon. „Polka w kimonie” opowiada, z ilu elementów składa się komplet stroju w przypadku kimona:

„Stanik (notabene, niegdyś nie nosiło się do kimona majtek…), hadagi (bielizna)- zwykle dwuczęściowa, nagajuban (spodnie kimono-halka, na zewnątrz widać kołnierzyk), kimono właściwe i obi. Wszystko dopasowuje się do figury przy pomocy sznurków (himo) jedwabnych, wełnianych lub bawełnianych oraz taśm jedwabnych (date-maki). Obi podtrzymuje ­obi-makura („poduszka”) osłaniana przez „szaliczek” z jedwabiu (obi-age) oraz obi-jime (ozdobny sznur jedwabny) wiążące całość. W sumie chyba kilkanaście elementów”.

Każda szanująca się nauczycielka kitsuke ma własną kolekcję kimon. Są trzymane w specjalnych pudłach i niezbyt często prane. Pani Małgorzata opowiada o swojej kolekcji kimon:

„Czy moje kimona można nazwać kolekcją? Jest ich około 40 sztuk, w tym także kimono z bawełny oraz kilka kimon z poliestru. Do tego 10 yukat i parę dziesiątek pasów obi różnego rodzaju. Przechowuję je według tutejszych zasad- leżą złożone i zawinięte w papier, w szufladach szaf na kimona wykonanych z paulowni (to drewno podobno „oddycha”, zachowując odpowiednią wilgotność, a ta jest wielkim wrogiem kimon). Kimono z poliestru można prać w domu, jak każde inne ubranie. Te z jedwabiu natomiast oddaję do prania (ale nie do zwykłej pralni, tylko do specjalistycznego sklepu z kimonami), kiedy się zabrudzą. A brudzą się głównie kołnierze i rękawy, po kilku użyciach, czyli w sumie pranie chyba raz na rok”.

Zapytana o to, czy posiada swoje ulubione kimono i w jaki sposób przejawia swój indywidualny gust wybierając i nosząc kimono, odpowiada:

„Bardzo lubię to śliwkowej barwy w drobny wzorek. Jest to komon, w drobny wzór same (rekin) i mansuji (paski). Uszyte jest z materiału farbowanego obustronnie- żeby w pełni wykorzystać piękno tego materiału, poleciłam uszyć tzw. Katami-gawari, czyli kimono, którego lewa połowa ma inny wzór niż prawa- to samo z rękawami i kołnierzem. Ponieważ kolor jest bardzo stonowany, a wzór drobny, na pierwszy rzut oka tej różnicy prawie nie widać. Notabene, tego typu kimona były szczytem elegancji np. za czasów Ody Nobunagi. Obecnie widuje się je czasami w Kansai, ale w Kanto nawet handlarze kimonami o katami-gawari nie mają podobno pojęcia. Dobór materiału czy sposobu uszycia („kroju”) to jeden ze sposobów wyrażania gustu przez właściciela. Inne- to dobór obi i dodatków. Wreszcie- sposób noszenia kimona. Różnice polegają w tym przypadku na takich szczegółach, jak wielkość emon (odchylenia kołnierza na karku), rozchylenia kołnierza, wysokość zawiązania obi-jime albo jego przechylenie itp. itd. Pole do popisu jest ogromne, ale naprawdę niewiele osób w tym kraju jest w stanie odczytać te szczegóły”.

Pani Małgorzata nadal pragnie doskonalić się w sztuce układania kwiatów ikebana, zdobyć tytuł iemoto (Wielkiego Mistrza) w ceremonii herbacianej oraz poszerzaniu popularności kultury polskiej w Japonii.

Reklamy

Traktat o łuskaniu fasoli

by pawelklein

Wiesław Myśliwski, bo to o jego książce będzie mowa, uchodzi za jednego z lepszych obecnych pisarzy polskich. Uhonorowany licznymi orderami, m.in. Orderem Odrodzenia PolskiMedalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, Orderem Ecce Homo, a także jest laureatem 2 nagród literackich Nike. Pierwszą otrzymał za Widnokrąg z 1996 roku, drugą zaś- za Traktat o łuskaniu fasoli z 2006 roku. Kreuje on wizję chłopskiego losu i tradycyjnej wspólnoty wiejskiej w perspektywie uniwersalnych prawd o świecie i człowieku.

Jego utwory doczekały się także ekranizacji. W tym małym, bo liczącym 4 filmy, kręgu znalazły się: Droga, Kamień na kamieniu, Klucznik oraz Pałac.

O co w nim chodzi? Jest to potężny i dość długi (bo liczący ok. 350 stron) monolog narratora skierowany do nieznajomego człowieka, który przybywa, aby… kupić trochę fasoli. Kosz wyłuskanej fasoli staje się pretekstem do rozważań nad swoim losem i osobami, którzy mieli na niego wpływ. Z początku zdziwiony główny bohater zaczyna później opowiadać mu o swoim życiu. Życiu pełnym dziwactw, różnorakich spotkanych ludzi, ciekawych zdarzeń i przygód, jakie miał przyjemność przeżyć.

Dlaczego jednak wszystko kręci się wokół łuskania fasoli? Może się to brać z faktu, że był  to taki rodzaj sąsiedzkich posiadów, kiedy równocześnie z łuskaniem fasoli prowadziło się rozmowy na wszystkie możliwe tematy. Te rozmowy dotyczyły i zdarzeń bieżących, i dawnych, snów, duchów, tego i tamtego świat, Boga, pojedynczych i zbiorowych doświadczeń, mędrkowało się, filozofowało, słowem nie było granic, słowa prowadziły ludzi w przeróżnych kierunkach. Uczestniczyły w tym i kobiety, i mężczyźni, starzy, młodzi, także dzieci.

Moim ulubionym fragmentem jest opowieść, w której bohater pracuje na budowie i odkłada pieniądze za puzon. Instrument w tamtych czasach (bo ma to miejsce podczas elektryzacji wsi) bardzo rzadko spotykany i ekskluzywny nie tylko cenowo, ale i brzmieniowo. Podczas odwiedzin w magazynie zostaje zaczepiony przez jedyną osobę, która tam pracowała. Jest to starszy człowiek o bardzo wyczulonym słuchu. Jak się okazuje był on kiedyś puzonistą, ale koleje losu poprowadziły go w zupełnie inne miejsce. Oferuje mu on naukę grania na tym niezwykłym przedmiocie. Z początku bohater zdaje się być zafascynowany, lecz z biegiem czasu zaczyna go irytować starszy jegomość. Karze mu stać w narysowanym kredą na podłodze niewielkim kole, a sam siedzi w kilkumetrowej odległości na pojedynczym krześle. Zaczyna rzadziej się pojawiać na ćwiczeniach, a magazynier wyczekuje na niego, bo „może się w końcu pojawi”. Wykazuje się niebiańską cierpliwością, bo narrator go zwyczajnie unika. Kłamie, że musi dłużej zostać na budowie. Spotyka się to zawsze z odpowiedzią „poczekam”, wypowiedzianą ze stoickim spokojem.
Ma miejsce nawet sytuacja, gdy magazynier oddaje bohaterowi (bo wie, że ten na takowy zbierał) swój puzon. Podarek zostaje przyjęty i użyty. Po tym wydarzeniu coś się zmieniło w postawie narratora. Zaczął chętniej chadzać na próby, ćwiczył regularnie, słuchał uważnie rad. Jednak idylla nie może trwać wiecznie… Magazynier umiera, zostawiając ucznia bez swego mentora.
Nie jestem osobą specjalnie przeżywającą losy bohaterów książki , ale moment w którym zostajemy powiadomieni o tym fakcie niewymownie mnie wzruszył. Bardzo lubiłem tę postać. Miał on dużo ciepła w sobie, którym się naokoło dzielił, nie oczekując niczego w zamian. Piękna postawa, lecz jak rzadka na naszym świecie.

Otworzywszy tę książkę na dowolnej stronie, znajdziemy piękne cytaty, które można by powiesić sobie na ścianie, na lodówce, na tablicy korkowej- gdziekolwiek. Pełne są one mądrości o człowieku, o jego zachowaniu, o miłości, o sumieniu, snach i marzeniach, o historii i skutkach naszych zachowań.

Reasumując chciałbym bardzo gorąco polecić tę książkę tym, którzy szukają czegoś bardziej ambitnego, a zarazem nie uderzy ich brak dialogu, który obecny jest tylko i wyłącznie w opowieściach narratora.
Sam czytałem ją z polecenia mojego wychowawcy (za co mu wielkie dzięki!), ale mimo to bardzo mi się podobała i myślę, że przeczytam ją kiedyś raz jeszcze, aby znów odkryć geniusz Myśliwskiego.

Żeby nie przedłużać- cytatem z „Traktatu” o miłości, bólu i ranie oraz piosenką Adele Someone Like You żegnam się z Wami. Do ponownego przeczytania!

Prawdziwa miłość jest raną. I tylko tak ją można odnaleźć w sobie, gdy czyjś ból boli człowieka jako jego ból.

Witajcie!

by pawelklein

Serdecznie chcielibyśmy Was przywitać na nowym blogu
L A M A   |   P R E S S

Co na nim znajdziecie?

Recenzje filmów, gier, książek.
Notki zupełnie nie związane z niczym.
Komentarze do wydarzeń z dziedziny kultury i sztuki.
Coś o nowych technologiach, jeśli będzie to dość ciekawe.

Od razu mówimy: może się tak zdarzyć, że napiszemy TOTALNE głupoty. Z góry za nie przepraszamy i… prosimy o więcej XD

Nie przedłużając- ZAPRASZAMY DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA !